Trwający sezon PKO Ekstraklasy jest szalony. To wiemy, nie trzeba uzasadniać tego faktu bogatym w treść esejem. Zresztą nie bez powodu naszą ligą zainteresowały się nawet zagraniczne media! Na przestrzeni tej kampanii wiele klubów miało swoje kryzysy. Reakcją niekiedy bywało zatrudnienie trenera zza granicy – z bogatym CV, takiego co uściskał dłoń Guardioli, Emeryemu, Simeone czy innej dużej postaci, na którą mógł trafić w pewnym momencie prowadzenia swojej drużyny w Champions League. Taki trener miał być gwarancją uratowania sezonu, czy nawet walki o coś więcej. Bywali tacy, co szukali swojej nadziei w nazwiskach nieoczywistych z wielką nadzieją, że swoją misją wyeksponują swój trenerski kunszt, okażą się geniuszami. Żaden z nich nie dorównał Leszkowi Ojrzyńskiemu, Jackowi Zielińskiemu, Mariuszowi Misiurze.
Fatalna kadencja Maxa Moldera
Trener Aleksandar Vuković zakończył współpracę z Piastem Gliwice wraz z końcem sezonu 2025/2026. Przestrzeń medialna wypełniła się pogłoskami jakoby 35-letni szkoleniowiec nie czuł, że Piast zapewni mu odpowiednie warunki do dalszego rozwijania drużyny. Nie jest tajemnicą, że w Gliwicach się nie przelewa, a klub ratują wpłaty ze strony miasta.

Jego następcą został Max Molder, 41-latek, na scenie trenerskiej obecny od niedawna. Piast miał być jego pierwszym pozaskandynawskim wyzwaniem. Gra Gliwiczan opierała się na wysokim posiadaniu piłki. W zasadzie, tyle. Próżno było szukać czegoś więcej niż bezproduktywne klepanie. Piast był groźny jak 4-latek tupiący nogą – nikt nie miał prawa traktować go poważnie.
Piast ze schematu Maxa Moldera wyrwał się raz – pokonując Bruk-Bet Termalicę Nieciecza 4:2. To i tak był mecz daleki od ideału. Przeciwko „Słonikom” trzeba było gonić, bo mozolna próba dominacji i budowy ataku pozycyjnego przynosiła proste straty, które podopieczni Marcina Brosza z łatwością wykorzystywali. Molder oddał posiadanie, postawił na pressing, Piast był w stanie ukąsić z kontry, gdy miał przestrzeń, czas, a jego rywale musieli szybciej myśleć i ze strachem wracać pod własne pole karne. Na przestrzeni całego sezonu wiemy, że Termalica nie jest w tym najlepsza.
Do sukcesu przeciwkom Niecieczanom należy dorzucić zwycięstwo w Pucharze Polski z Koroną Kielce II. To byłoby na tyle zwycięskiego Piasta pod wodzą Moldera.
To były jedyne zwycięstwa Piasta pod wodzą Maxa Moldera. Niestety, w jego dorobku widzimy także pięć porażek i cztery remisy. W pięciu z jedenastu spotkań Gliwiczanie nie strzelili ani jednego gola. Filozofia gry jak najbardziej ciekawa, ale mało elastyczna i mijająca się z możliwościami Piasta Gliwice – Max Molder długo uczył się polskiej piłki, ale pojął za mało, by utrzymać się w jej uniwersum. Opuszczał klub, gdy ten zamykał tabelę PKO Ekstraklasy z czterema punktami straty do wyjścia ze strefy spadkowej.
Lepszy Myśliwiec co zna ligę
Dziś oczywiście, widmo spadku wciąż unosi się nad Gliwicami, ale dysponując taką kadrą, mając bardzo skromne możliwości finansowe, trudno oczekiwać od tego zespołu dużo więcej. Moldera zastąpił Daniel Myśliwiec. Polską piłkę zna doskonale. W Ekstraklasie ma na koncie osiem zwycięstw, dwa remisy i osiem porażek. Jest dwa punkty nad kreską. Przewaga daleka od bezpiecznej, jednak gra Piasta jest na chwilę obecną dużo bardziej dostosowana do możliwości klubów niż za czasów wytatuowanego Szweda. Dziś, utrzymanie Piasta nie traktujemy jako aberrację, a coś realnego.
Dużo wydanych pieniędzy, mało jakości. Trudny przypadek Pogoni Szczecin
Sezon Pogoni Szczecin miał wyglądać zupełnie inaczej, w szczególności patrząc przez pryzmat sum wydawanych na wzmocnienia. „Portowcy” przeznaczyli 2,5 miliona euro na nowych piłkarzy. Do klubu przyszli m.in. Musa Juwara, Rajmund Molnar, Marian Huja (zimą został wypożyczony do CFR Cluj) czy Jose Pozo. Nie brakowało działających na wyobraźnie transferów bezgotówkowych. Pogoń wzmocniła się Kellynem Acostą, Benjaminem Mendym, Karolem Angielskim czy Samem Greenwoodem.
Po nowych nabytkach sporo sobie obiecywano, jednak poza Paulem Mukairu – żaden z nich nie jest w stanie wyróżnić się na tle ligi. Wyjściowa jedenastka zdominowana jest przez zawodników, którzy jeszcze przed rozpoczęciem rozdziału pt. Pogoń Haditaghiego, reprezentowali barwy szczecińskiej ekipy.
Kolendowicz wycisnął maximum
Pierw tę wesołą zgraję prowadził Robert Kolendowicz. Nie był daleki od wprowadzenia Pogoni do europejskich pucharów. W finale Pucharu Polski trzeba było jednak uznać wyższość Legii Warszawa, a w ligowych zmaganiach ostatnie miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów zajęła Jagiellonia Białystok – bój trwał do ostatniej kolejki. Zabrakło milimetrów i trudno nie odnieść wrażenia, że Kolendowicz miał bardzo dużo pecha. Dodajmy, że Pogoń w poprzednim sezonie dysponowała bardzo wąską ekipą, zimą straciła Vahana Bichakchyana na rzecz Legii, piłkarzom nie płacono na czas – przeprowadzili strajk, a w jego tle rozgrywała się epopeja właścicielska. Do końca nie było wiadomo, do kogo finalnie będzie należała Pogoń. Tak wysoka lokata, w tak uciążliwych warunkach uwypukla doskonałe umiejętności zarządzania w kryzysowych sytuacjach Roberta Kolendowicza.
Kadencja Thomasa Thomasberga. Obiecujący początek, potem regres
Został on zwolniony po 8. kolejce PKO Ekstraklasy. W tym sezonie zgromadził trzy zwycięstwa, jeden remis i cztery porażki. Bilans niezbyt imponujący, ale korelujący z możliwościami przesiąkniętej nowymi, średnio jakościowymi piłkarzami. Zresztą, Kolendowicz zostawił Pogoń na siódmym miejscu w ligowej tabeli. Potem przyszedł Thomas Thomasberg. Trzeba mu oddać, potrafi „przepychać” mecze, ale dużo więcej w tym szczęścia, indywidualności, które akurat będą miały swój moment, niż taktycznego geniuszu Thomasberga. Obecnie Pogoń jest czternasta i ma ledwie trzy punkty zapasu nad strefą spadkową. Thomasberg zamiast wznieść ją na wyższy poziom – uwikłał w walkę o utrzymanie.
Czasu na punktowanie było już całkiem sporo, teraz będzie trudniej. Do końca sezonu pozostały konfrontacje z Wisłą Płock, Jagiellonią Białystok, Zagłębiem Lubin i GKS-em Katowice.
Pogoń w defensywie wygląda źle, ale w ofensywie wcale nie jest lepiej. Gdy Thomasberg przejął zespół w prowadzonych przez niego meczach jesienią Pogoń miała średnie xG na poziomie 2,27. Wiosną jest to już tylko 1,26, a wyniki i tak podkręcają karne z Motorem i Górnikiem.
— Daniel Trzepacz (@d_trzepacz) April 11, 2026
Pogoń wygląda źle. Brakuje pomysłów na konstruowanie ataków, odwagi, parcia na bramkę, boiskowej inteligencji. Faktem jest, że każdy z piłkarzy wygląda jak z innej parafii, Thomasbergowi także nie pomagają kontuzje – można tym usprawiedliwić gorszy okres, z dwie wpadki, ale Pogoń z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej mizerna.
Po raz kolejny – Pogoni Szczecin brakuje napastnika. Nawet, gdy akcja dobrze się zapowiada, nie ma kto jej sfinalizować. Zaczęło się od wielkich nadziei, bo przecież Thomasberg nie przegrał w swoich czterech pierwszych meczach w klubie, w rundzie wiosennej brakuje polotu. Wydaje się, że Duńczyka można nieco odciążyć z odpowiedzialności, bo przecież nie ma na wszystko wpływu, nie on dokonuje transferów – chwalił on jednak działania pionu sportowego.
– Sądzę, że to było dobre okienko. Dostaliśmy zawodników na pozycje, na które potrzebowaliśmy. Wierzę, że będziemy teraz bardziej konkurencyjni na większości pozycji i bardziej konkurencyjni w tej lidze. Może to okienko nie było perfekcyjne, ale generalnie dobre – Thomas Thomasberg nie krył radości na starcie rundy wiosennej.
PKO Ekstraklasa przerosła Thomasberga?
Thomas Thomasberg sprawdził się w Danii. Pięć lat trenowania Randers. Wiemy, że na tak długi staż trzeba sobie zapracować. Potem przeprowadzka do Midtjylland. Udało mu się zdobyć mistrzostwo Danii, przebrnąć przez fazę ligową Ligi Europy UEFA. „Ulvene” pod batutą Thomasberga odzyskało świetność.
Ekstraklasa to pierwsza zagraniczna przygoda Thomasberga. Wydawało się, że jakkolwiek na danej szerokości geograficznej, w kręgu kulturowym, mikroklimacie różni się futbol, warsztat zawsze się obroni. Trudno zarzucać 51-latkowi, że jest słabym trenerem – trafił do bardzo specyficznego środowiska, po gruntownej rewolucji, do skrajnie dziwacznej ligi. Patrząc jednak na jego rezultaty z czasu, gdy zaczynał swoją przygodę jako trener Pogoni, należałoby zadać pytanie – czy Thomasberg wyciska z zachodniopomorskiej ekipy maximum? Czy wie jak powinno się tu grać?
Ma duże CV, ale także dużo wokół niego znaków zapytania. Jeżeli spadnie, albo zakończy sezon niewiele nad kreską, raczej nie spełni oczekiwań kibiców.
Widzew Łódź. Igor Jovicević jednym z wielu problemów
Całkiem podobne okoliczności spotkały Igora Jovicevicia, który przejął Widzew Łódź jako trzeci trener w tym sezonie. Pozwolę sobie posłużyć się eufemizmem: szału nie zrobił. Znowu, wydano miliony, dużo więcej niż w Szczecinie, po to by dziś walczyć o utrzymanie. Część ze sprowadzonych zawodników okazała się mocno przereklamowana, ot, taki Osman Bukari chociażby. U paru z nich widać od czasu do czasu przebłyski, mądrych ruch, ciekawe zagranie. Dysponując jednak tak losową, wypraną z determinacji zbieraniną, to wszystko ginie w czeluściach dziadostwa, które na co dzień reprezentuje Widzew. Trochę inne dziadostwo grał Widzew Jovicevicia od tego, którym torturuje nas Aleksandar Vuković. Skutek, ogólnie rzecz ujmując, jest bardzo podobny – ogromne trudności w punktowaniu.
Widzew i Jovićević, luźna myśl o etapie zgrywania nowej drużyny (po rewolucji).
Raków po sezonie mistrzowskim dokonał 10 transferów i wymienił trenera na Dawida Szwargę, dla którego był to debiut w roli jedynki, i który nawet nie miał szans podpatrzeć, jak łączy się ligę z…
— Przemek Langier (@plangier) March 1, 2026
Przypadek tegorocznego Widzewa jest na tyle fascynujący, że na jego temat można by napisać tekst o długości encyklopedii. Niesamowitym jest wydać 23 miliony euro na przestrzeni dwóch okienek transferowych, by u schyłku sezonu gnić w strefie spadkowej.
Fatalny dobór trenerów
Sposób doboru trenera, mówiąc delikatnie, nie pomógł: Żelijko Sopić był na poziomie dość przeciętnym, już u schyłku poprzedniego sezonu pojawiły się doniesienia o jego konflikcie z szatnią. Próba zrobienia z Patryka Czubaka drugiego Adriana Siemieńca jest tak surrealistyczna, że nie wymaga dodatkowego komentarza. Igor Jovicević. Tutaj zgadzało się już nieco więcej. Na pewno CV, bo nie za często zdarza się w Ekstraklasie gościć trenera z przeszłością w Lidze Mistrzów. Średnią powyżej 2,00 wykręcił jako trener Szachtaru Donieck i Ludogortsa Razgrad.
W sezonie 2022/2023 zremisował w Lidze Mistrzów z Realem Madryt. Zbił pionę z Carlo Ancelottim. W ukraińskiej Premier Lidze przegrał tylko dwa mecze. Tyle samo w bułgarskiej Efbet Lidze. Znowu, ładna przygoda w europejskich pucharach – tym razem szczebel niżej, bo w Lidze Europy. Niemniej, Jovicevicowi prowadząc bułgarski klub udało się zremisować z Olympique Lyonem czy SSC Lazio, uległ za to Midtjyllandowi 0:2 prowadzonemu wówczas przez Thomasa Thomasberga. Chyba żaden z panów nie przewidział, że trzy lata później możliwe będzie spotkanie u nas, na naszym, polskim podwórku.
Igor Jovicević cieszył się opinią przede wszystkim dobrego motywatora. Miał mieć jednak braki taktyczne. Gdy spojrzymy na jego sylwetkę z drugiej strony ujrzymy, że poza momentami – takimi, jak chociażby wcześniej przywołany remis z Realem, na dłuższą metę nie zbudował nic ogromnego. Ukraina i Bułgaria nie słyną z najmocniejszych rozgrywek. Charakteryzują się dużą dysproporcją między bardzo wąską, niekiedy jednopodmiotową elitą, a będącą kilka klas słabszą, wydającą znacznie mniej pieniędzy grupą pościgową. W Ukrainie od ostatnich dziesięciu lat trofeami wymienia się Szachtar z Dynamem Kijów. W bułgarskiej efBet Lidze od kampanii 2011/2012 rok w rok mistrzowski tytuł podnosi Ludogorets.
Nie taki dobry Jovicević jak go malowali
Obecna Ekstraklasa to liga bardzo wyrównana. Patrząc na kształt tabeli, jedna z bardziej wyrównanych na świecie. Trener Igor Jovicević w takich rozgrywkach nie miał szans się sprawdzić. Na jego usprawiedliwienie – dysponując praktycznie całą nową kadrą, trzeba dać czas, by piłkarze mogli się zgrać, wypracować pewne schematy. Z drugiej strony, wyczynem, w negatywnym tego słowa znaczeniu, jest otrzymanie składu wartego ponad 30 milionów euro i doprowadzenie go do sytuacji, w której musi dość desperacko walczyć o utrzymanie w lidze. Nie mówię, że dostał dobrą kadrę – każdy ze sprowadzonych graczy okazał się słabszy niż oczekiwano. Jestem przekonany, że da się jednak wyciągnąć z takiego zespołu coś więcej. Pion sportowy podjął jednak szereg fatalnych decyzji, a jedną z nich było postawienie na Igora Jovicevicia w roli trenera.
John Carver i Niels Frederiksen. Zagraniczni fachowcy, którzy potrafią prowadzić ekstraklasowe kluby
Oczywiście, to nie jest reguła – nie każdy zagraniczny trener równa się nieuniknionej tragedii. Przecież Lech Poznań prowadzony przez Nielsa Frederiksena lada moment może zdobyć drugie z rzędu mistrzostwo Polski. Lechia Gdańsk pod wodzą Johna Carvera w poprzednim sezonie utrzymała się. Zimą jednak wydawało się, że to raczej mocny kandydat do spadku z ligi. W tym, Gdańszczanie robią furorę, onieśmielają swoją ofensywną grą. Carver wykonał kapitalną pracę.

Nasza liga jest bardzo specyficzna. Elastyczność jest kluczową cechą. Inaczej zagra się na Wisłę Płock Mariusza Misiury, inaczej na Lecha Poznań Nielsa Frederiksena. Zagraniczni szkoleniowcy niekiedy chcą stworzyć jednolitą receptę na sukces, co świadczy o ich odrealnieniu od polskiej rzeczywistości. Dobry trener wie jakie ma karty, jest w stanie zaadaptować się do nawet wyjątkowo specyficznych okoliczności.
Trener zza granicy jest okej, ma wysokie szanse na powodzenie, pod warunkiem, że zatrudnia się go to z głową. Jeżeli klub nie jest w stanie zebrać dobrego wywiadu środowiskowego, dokonać solidnej analizy, znaleźć trenera, który w kilku zróżnicowanych środowiskach udowodnił swoich przydatność, lepiej zadzwonić do szkoleniowca, który zna realia polskiej piłki – wie chociażby jak utrzymać się w lidze.